Siedzę boli.
Leżę boli.
Stoję boli.
Chodzę boli.
Oddycham boli.
Co mam zrobić żeby nie bolało.
Przeszywający ból czuję w kręgosłupie i mostku.
Mogą to być nerwobóle, kto wie?
Staram się je lekceważyć, ale przeszkadzają mi w skupieniu i oderwaniu.
Mam wrażenię, że rozpada się moje ciało i dusza.
Mama nie znajduję we mnie, mnie samej.
A ja nie chcę jej smucić, więc żyję sama.
Szukam przyjemności, ale obecnie jest ich bardzo mało.
Chcę się jutro wybrać z aparatem na spacer, może się uda.
Wspinam się coraz wyżej z innym - gorszym, nastawieniem.
Idę zrobić coś z sobą.
Oczyścić się zewnętrznie i odreagować wewnętrznie.
Wziąść do ręki książkę i herbatę.
Czytać historię.
Zapomnieć o bólu.
Znaleźć nieznane.
Zatrzymać chwilę.
Uspokoić myśli.
Odetchnąć z ulgą.

Czasami trudno nam odnaleźć te pozytywy w życiu, kiedy wszystko wydaje się sypać, ale uwierz, że szczęście tam jest - tylko ukryte za chmurami.
OdpowiedzUsuńBól fizyczny jest straszny. Ja lubię się otumanić lekami przeciwbólowymi.
OdpowiedzUsuńChętnie poszłabym z Tobą...
OdpowiedzUsuńMogą być nerwobóle, ale ja bym szła do doktora, może chociaż coś na ból Ci da? Zdrówka i siły, byś mogła działać w kierunku przyjemności:)
OdpowiedzUsuńa może czas znaleźć coś co obudzi radość w sercu? ono jest w Tobie,może rysunki,może zdjęcia? może ciepła herbata i rozmowa z kimś bliskim? szukaj,nie poddawaj się.
OdpowiedzUsuń