... ktoś pompuje balonik nadziei, radości, wspomnień
i nagle z zimną krwią bierzę malutką igłę
i dziurawi balonik tak, że nic nie da się z tym zrobić
nadzieja, radość, wspomnienia odlatują
raniąc wszystko co w nas pozostało ...
Jak mam sobie poradzić z moim tlenem, którego nie mogę pobierać.
Kiedy jestem pewna, że uporałam się z myślą ciągłej tęsknoty - ONA wraca.
Nie mogę bez tego żyć, samo patrzenie przez szkło mi nie wystarcza.
Chcę tego dotknąć, mieć na wyciągnięcie ręki.
I nie na chwilę, godzinę czy dwie lecz na zawsze, codziennie do końca dni.
Błagam niech mi ktoś pomoże.
Uwolni od tego zamknięcia, bo moje serce dłużej nie wytrzyma.
Nie wiem jak mam to wyjaśnić, nawet moi przyjaciele tego nierozumieją.
A ja czuję się jak roślinka która umiera, bez wody lecz z samotnością i nie pokojem.
***
Nawet nie mogę denerwować się bez bólu.
Jeśli jeszcze raz się wydarzy będę musiała zrobić badania.
Każde moje słowo odbija się echem od ludzi bliskich.
Poszukuję wsparcia, widział ktoś na swojej drodzę małą radosną kuleczkę?

Czasami po prostu wydaje nam sie, że nikt tego nie rozumie... Może nie jest tak źle?
OdpowiedzUsuńJa mimo wszystko wolę żałować, że coś zrobiłam, niż że czegoś nie. Może to wcale nie jest taki poważny problem jak Ci się wydaje?
OdpowiedzUsuńPatrzenie w przeszłość i rozmyślanie co by było gdyby nic nam nie pomoże nie da się tego zmienić, więc nie ma się co oglądać wstecz i przyjąć przeszłość taką, jaką jest.
OdpowiedzUsuńNienawidzę nadziei. I ją kocham. Cholernie ciężka jest.
OdpowiedzUsuńNadzieja - no właśnie, dlaczego ona zawsze umiera ostatnia? Gdyby nie ona, to z tęsknotą po jakimś czasie człowiek by sobie poradził. Ale niestety jest ona. Jest i nie pozwala o sobie zapomnieć... :(
OdpowiedzUsuńSerce to taki dziwny narząd.. Pełen sprzeczności, nadziei, samotności, wyobrażeń, przegranych, łez..
OdpowiedzUsuńMam wrażenie, że każdy potrzebuje tego, co Ty. Ale serce jest silne, przystosowane do stresu. Bez stresu całkiem też by było nie okej.
OdpowiedzUsuń