wtorek, 18 grudnia 2012

Jest ta­ka cier­pienia gra­nica, za którą się uśmiech po­god­ny zaczyna.

Oooo... Byłam dziś w szkole, tej na pozór tak idealnej, przyjaznej i radosnej. Byli ludzie, dużo ludzi, goście, dzieci, kolędy i wiersze. Tak raz w roku ta szkoła robi się przyjemna. Widziałam dziś dużo uśmiechu, szczerego uśmiechu. Aż zrobiło się tak świątecznie i przyjaźnie. Cóż widocznie święta zbliżają się wielkimi krokami. W czwartek idę do szkoły i na dzień dobry pakuję się do paszczy pt. "Wigilia klasowa". Będzie dobrze, musi  być. Poprawię się, złoże życzenia i wszyscy będą szczęśliwi. 
Coś się mdło zrobiło. Zbyt szczęśliwie. 

4 komentarze:

  1. Gdy idą święta, wszyscy stają się milsi, życzliwsi, tak to jest, człowiek czuję tą magię, chce się pojednać z bliźnimi. A co do wigilii klasowej, nie będzie źle, a może będzie bardzo fajnie? Trzeba sprawdzić!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam wrażenie, że w święta jest dużo radości na pokaz, takiej sztucznej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Święta już tak działają na większość ludzi. Może to dziwne, że nie potrafimy być mili na co dzień, tylko od święta, ale gdybyśmy w ogóle mili nie byli, to by było jeszcze gorzej.

    OdpowiedzUsuń